|
HISTORIA ; )
awnymi laty w
Zelowii państwie nie bardzo
ludnym ni znanym swoista a niespotykana zaraza wybuchła. Ludzi bowiem młodzi miast coś dla pożytku wspólnoty miejskiej robić na ulice błotniste wylegli i trunek szlachetny, który co prawda zeszlachetnieć nie zdążył i suto siarka diabelską był zaprawiony, popijali. A przez oną siarkę taki bies im pode skórę wlazł, iż ludzi spokojnych - prawych obywateli Zelowii - zaczepiać zaczęli, a pożytku z nich nijakiego nie było, poza chodnikiem dobrze oszlifowanym
ikt nie wiedział
w państwie całym jak tej
dziwnej zarazie kres położyć. Młodzi natomiast coraz gorsi się stawali, jakoby samego Belzebuba plemię i każdy już myślał, że oto nadszedł koniec Zelowii. Jednak Pan miał w opiece swój lud i nocy pewnej objawił gdzie obywatele tego szlachetnego państwa ratunku mają szukać. Przyszedł Pan do Jarosława, którego od woli nieugiętej ludzie Twardym zwykli nazywać, choć jego miano rodowe Twardowski brzmieć powinno, i przemówił do niego w te słowa: - Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci. By ojczyznę swoją od upadku ocalić wskrześ sztuki walki starożytne i idź je krzewić wśród młodzieży w Imię Moje. Ja cię posyłam - A było to roku pańskiego 2003.
arosław, jako że
mężem słów pobożnym był
i Pańskich zlekceważyć nie śmiał,o udał się do zamku niejakieg króla Jarosława, którego z przyczyn nie znanych najleciwszym nawet Dziurdzią tudzież - dyrem - nazywano, by przedstawić mu swoje objawienie i o środki na realizację tegoż żebrać. Dobry i wspaniałomyślny władca zgodę wyraził i na spełnienie Woli Bożej co tylko mógł przeznaczył, lecz że kraj przez zarazę ową dziwną w wielką nędzę popadł, przeto nawet król Jarosław niewiele mógł.
astępnie sługa boży
Jarosław, Twardym
nazywany, udał się do mistrza, który jako jedyny starożytnych sztuk walki tajniki zgłębił, a spośród nich wszystkich najmocniej łucznictwo umiłował. Zwrócił się więc Jarosław do onego pustelnika Wiesław, Bukowcem także zwanego, jako że w wydrążonym pniu bukowym swą samotnię ulokował, z prośbą, by pomógł zarazę zwalczyć i nauczać młode pokolenia jaki z łuku pożytek być może. Bukowiec przystał na to i począł ćwiczyć pierwszych adeptów, w tym samego Twardego, w tejże trudnej sztuce.
Ostatnimi czasy jednak mistrz Wiesław szczególny jakiś wstręt do tego świata poczuł i zaszył się w swojej pustelni tak, że rzadko ujrzeć go ktoś zdoła. Jego role przejął szlachetny Jarosław i on sam teraz, ze skutkiem niezgorszym zresztą, ową dziwną zarazę zwalcza, aby Zelowia spokojną się znów stała.
|
>